"Nie można być z kimś tylko z obawy przed samotnością."
~Tom Rachman ‘Niedoskonali’
-Sylwia, kochanie nie teraz.-Powiedział i delikatnie zepchnął ją z kolan na co dziewczyna fuknęła i usiadła na krześle obok. Jeździła wzrokiem od osoby do osoby, zatrzymując się na koleżance przy laptopie. Wstała i podeszła za nią zerkając na jej prace.
-Jakbym wiedziała, że nie będziesz nic pożytecznego robić, wystartowałabym na początku roku i zajęła twoje miejsce.-Mruknęła jej nad uchem, powoli wyprowadzając z równowagi.
Kiedyś były przyjaciółkami, trudno było je spotkać osobno, ale no cóż, czasy się zmieniają i co było nie wróci. Teraz robiły sobie na zmianę na złość i rywalizowały kiedy tylko mogły. Zacisnęła rękę, która nie obsługiwała laptopa i liczyła do dziesięciu, codziennie to samo. Na szczęście odruch ręki zobaczył blondyn i szybo skierował swój wzrok w kierunku koleżanek.
Kiedyś były przyjaciółkami, trudno było je spotkać osobno, ale no cóż, czasy się zmieniają i co było nie wróci. Teraz robiły sobie na zmianę na złość i rywalizowały kiedy tylko mogły. Zacisnęła rękę, która nie obsługiwała laptopa i liczyła do dziesięciu, codziennie to samo. Na szczęście odruch ręki zobaczył blondyn i szybo skierował swój wzrok w kierunku koleżanek.
-To już się robi nudne. Monika rozluźnij się, a ty zostaw ją w spokoju, bo doskonale wiesz że nie powinno cie tu być i jedno nasze słowo i wylatujesz z tego pomieszczenia.-Sylwia popatrzyła na niego zniesmaczona.
-Łaski bez. Weź się do pracy tłuścioszku.-Rzuciła puszczając buziaka w stronę rywalki i wyszła trzaskając drzwiami. Monika już całkowicie zła wstała waląc rękami w ławkę. Jej twarz była spięta, a pięści ściśnięte.
-Wiktor! Ciekawe jak mam się rozluźnić, gdy ta wywłoka dzień w dzień komentuje moją prace i psuje mi każdą godzinę tygodnia, wykluczając weekendy!-Wszyscy zgromadzeni spojrzeli na nią zszokowani, zazwyczaj nie okazywała swojego zdenerwowania, aby nie dać Sylwii satysfakcji, a dziś wydarła się na cały pokój, zdenerwowana dwa razy mocniej niż zwykle. Przewodniczący upomniał ją mruknięciem.
-Przypominam, że Sylwia jest moją dziewczyną i nie życzę sobie wyzywania ją w moim towarzystwie.-Wiktor spojrzał na niego z zirytowaną miną.
-Bartek ja cie błagam, dziewczyna dziewczyną, ale niech nie wtrąca się w nie swoje sprawy.-Bliźniaczki parsknęły śmiechem.
-Wiktor, spokojnie, wiemy że lecisz na naszą Monie, ale trochę ochłoń.-Chłopak cały poczerwieniał. Bartek przewrócił oczami.
-Jak nie pozwolę jej tu przychodzić to będzie mi cały dzień truła tyłek dlaczego.
-Przypomnij mi proszę... Dlaczego wy właściwie jesteście razem?-Zapytała Sara, jedna z bliźniaczek. Druga nazywała się Julka, a oprócz imienia różniły się chyba tylko ułożeniem grzywki. Bartek westchnął.
-Bo ją kocham.-Wszyscy w pokoju jak na zawołanie prychnęli.
-Aż czuć tą miłość w głosie.-Zaśmiał się Wiktor, wracając do oglądania zdjęć. Zadzwonił dzwonek pierwszą lekcje, a grupa powoli zaczęła się zbierać. Wyszli na zajęcia, a Monika zamknęła na końcu zamek w drzwiach. Nie pamiętała kiedy ostatni raz dała się tak ponieść złości, ale nie żałuje tego, może Bartek wreszcie ją ogarnie. Schowała klucz do kieszeni koszuli i poszła na pierwszą lekcje. Obiecała sobie, że jeśli usłyszy dzisiaj od niej chociaż jedno wkurzające słowo to nie ręczy za siebie.
Westchnął idąc za rękę z Sylwią. Byli świeżo po skończonych zajęciach, więc chłopak zabrał dziewczynę na spacer, musieli sobie sporo wyjaśnić. Popatrzyła na niego delikatnie, lekko zawstydzona.
-Masz mi coś do powiedzenia?-Zapytał podnosząc brew. Spuściła głowę.
-Przepraszam, nie powinnam jej prowokować.-Rzuciła niedbale.
-Może następnym razem trochę pomyśl, hmm? Jestem przewodniczącym i nie powinienem pozwalać, żeby ktoś z MOICH ludzi, rzucił w MOJĄ dziewczynę kanapką, a co dopiero nie powinienem pozwolić, żebyś TY oddała jej JABŁKIEM! Sylwia, nie jestem wcale w stanie pojąć po co to było? Mogłaby cie na luzie podać do sądu o podbite oko, a ty nie mogłabyś nic z tym zrobić, bo ludzie stanęliby po mojej stronie, a że ja byłbym bezstronny, poparliby Monikę! Przypominam ci, że jest moim zastępcą i stoi naprawdę wysoko rangą! Powiedz mi co mam zrobić? Zawiesić ją za rozpoczęcie tego cyrku?! Czy może powinienem coś z tobą zrobić za prowokacje?!-Bartek krzyczał jak opętany, a dziewczyna nawet na niego nie patrzyła. Było jej głupio, ale nie na tyle żeby coś z tym zrobić. Przecież to Monika pierwsza rzuciła w nią kanapką! To wszystko jej wina! Podniosła lekko wzrok, na swojego chłopaka.
-No już się nie gniewaj, przecież nic takiego się nie stało.-Uśmiechnęła się przymilnie.
-Wcale, tylko muszę jutro wskazać winnego i mam do wyboru albo kogoś ze swoich ludzi albo własną dziewczynę.-Popatrzył na nią złym wzrokiem.-Lepiej będzie jak już pójdziesz.-Powiedział obojętnym tonem. Sylwia przystanęła w miejscu. Bartek nadal szedł, nawet nie oglądając się za siebie. Spojrzała na niego pustym, skrzywdzonym wzrokiem i zawróciła w stronę własnego domu. Ten spacer nie należał do najmilszych.
-TO BYŁO COŚ!-Ekscytował się Wiktor, a bliźniaczki mu wtórowały. Monika prychnęła lekko kręcąc głową z uśmiechem.
-Myślę, że zostałaby bez włosów jakby Bartek nie przytrzymał naszej walecznej Moni w odpowiednim momencie!-Zaśmiała się Julka. Siedzieli w czwórkę u chłopaka i przeżywali po raz kolejny dzisiejsze chwile na stołówce.
"Mijała przerwa pomiędzy 3, a 4 lekcją,
Wszyscy uczniowie szkoły rozmieścili się wygodnie w prostokątnych stolikach na stołówce, a na środku przy okrągłym stole zasiadł samorząd. Miejsc przy stoliku było 12 i wszystkie były jak zwykle zajęte. Czasem ktoś z elity się nie pojawiał, a wtedy przewodniczący pozwalał osobie spoza kręgu w nim usiąść.
Monika rozmawiała z Magdą, która jako córka dyrektora pomagała im wprowadzać większość planów i pomysłów w życie. Dyskutowały o nowym projekcie dla uczniów klas najmłodszych, gdy obok nich przeszła Sylwia.
-Te twoje druty wyglądają jak spleśniałe.-Szepnęła, przechodząc obok Moniki i posyłając jej wyzywające spojrzenie. Zastępczyni nie wytrzymała, wykonała jeden ruch ręką, a kanapka z jej dłoni wystrzeliła we włosy rywalki. Dziewczyna przewodniczącego stanęła w miejscu. Obróciła się z lekko otworzoną buzią i zamrugała oczami.
-Rozumiem, że to był przypadek?-Zapytała unosząc brwi. Cała sala zawrzała, wszędzie było słychać stłumione szepty i niedowierzania. ponad 400 par oczu spojrzało na dziewczyny.
-Rozumiem, że nie jesteś dwulicowa?-Szkoła umilkła. Monika obróciła się do stołu.
-SYLWIA! NAWET NIE...-Wiktor nie zdążył, Sylwia chwyciła jabłko i rzuciła w jego przyjaciółkę która akurat obróciła głowę.-... Próbuj...-Skończył. Dziewczyna zacisnęła oczy, po chwili otworzyła jedno wstała i rzuciła się w stronę wroga. Na szczęście Bartek przewidział co się kroi i w porę złapał koleżankę, zanim ta dotarła do jego dziewczyny. pociągnął ją w stronę Wiktora, rzucił ją mu na kolana, a ten już zadbał, aby była w zakleszczonym uścisku. Dziewczyna próbowała się wyrwać, wrzeszczała i kopała, ale jak chłopak jej nie wypuszczał tak nie wypuszczał. Przewodniczący podszedł do drugiej dziewczyny, chwycił ją za nadgarstek i wyprowadził z sali. Momentalnie wszyscy obecni poza elitarnym stolikiem wybuchnęli śmiechem. Po chwili Monika się uspokoiła i usiadła na swoim codziennym miejscu.
-To się chyba nazywa wojna.-Uniosła brew, uśmiechając się i przykładając zimną butelkę z napojem do bolącego oka."
"Mijała przerwa pomiędzy 3, a 4 lekcją,
Wszyscy uczniowie szkoły rozmieścili się wygodnie w prostokątnych stolikach na stołówce, a na środku przy okrągłym stole zasiadł samorząd. Miejsc przy stoliku było 12 i wszystkie były jak zwykle zajęte. Czasem ktoś z elity się nie pojawiał, a wtedy przewodniczący pozwalał osobie spoza kręgu w nim usiąść.
Monika rozmawiała z Magdą, która jako córka dyrektora pomagała im wprowadzać większość planów i pomysłów w życie. Dyskutowały o nowym projekcie dla uczniów klas najmłodszych, gdy obok nich przeszła Sylwia.
-Te twoje druty wyglądają jak spleśniałe.-Szepnęła, przechodząc obok Moniki i posyłając jej wyzywające spojrzenie. Zastępczyni nie wytrzymała, wykonała jeden ruch ręką, a kanapka z jej dłoni wystrzeliła we włosy rywalki. Dziewczyna przewodniczącego stanęła w miejscu. Obróciła się z lekko otworzoną buzią i zamrugała oczami.
-Rozumiem, że to był przypadek?-Zapytała unosząc brwi. Cała sala zawrzała, wszędzie było słychać stłumione szepty i niedowierzania. ponad 400 par oczu spojrzało na dziewczyny.
-Rozumiem, że nie jesteś dwulicowa?-Szkoła umilkła. Monika obróciła się do stołu.
-SYLWIA! NAWET NIE...-Wiktor nie zdążył, Sylwia chwyciła jabłko i rzuciła w jego przyjaciółkę która akurat obróciła głowę.-... Próbuj...-Skończył. Dziewczyna zacisnęła oczy, po chwili otworzyła jedno wstała i rzuciła się w stronę wroga. Na szczęście Bartek przewidział co się kroi i w porę złapał koleżankę, zanim ta dotarła do jego dziewczyny. pociągnął ją w stronę Wiktora, rzucił ją mu na kolana, a ten już zadbał, aby była w zakleszczonym uścisku. Dziewczyna próbowała się wyrwać, wrzeszczała i kopała, ale jak chłopak jej nie wypuszczał tak nie wypuszczał. Przewodniczący podszedł do drugiej dziewczyny, chwycił ją za nadgarstek i wyprowadził z sali. Momentalnie wszyscy obecni poza elitarnym stolikiem wybuchnęli śmiechem. Po chwili Monika się uspokoiła i usiadła na swoim codziennym miejscu.
-To się chyba nazywa wojna.-Uniosła brew, uśmiechając się i przykładając zimną butelkę z napojem do bolącego oka."
-Jakbym ją dopadła to nie zostałyby z niej nawet włosy.-Prychnęła ze śmiechem Monia, przykładając mrożonkę obłożoną ręcznikiem po raz kolejny. Wiktor poczochrał przyjaciółkę po włosach.
-Nie wiem, jak ty z tym jutro pójdziesz do szkoły.-Popatrzył znacząco na oko. Monika wzruszyła ramionami. Najlepiej dla Sylwii by było jakby jutro jej nie spotkała...
Może lepiej jakby już nigdy tego nie zrobiła...
-Nie wiem, jak ty z tym jutro pójdziesz do szkoły.-Popatrzył znacząco na oko. Monika wzruszyła ramionami. Najlepiej dla Sylwii by było jakby jutro jej nie spotkała...
Może lepiej jakby już nigdy tego nie zrobiła...