poniedziałek, 15 grudnia 2014

Rozdział pierwszy

"Nie można być z kimś tylko z obawy przed samotnością."

~Tom Rachman ‘Niedoskonali’


 Spojrzał na nią przelotnie wchodząc do szkoły, miał dziś na sobie jasne jeansy i ciemną puchową kurtkę, rzucił bylejakie przywitanie i ominął ją idąc do szatni. Porzucił niepotrzebne rzeczy w średniej wielkości niebieskiej szafce niedbale przeczesując ręką włosy. Zerknął na zegarek i spokojnym krokiem ruszył w kierunku pokoju samorządu uczniowskiego. Usiadł na swoim stałym miejscu, przeglądając kartki zostawione na stoliku przez jego zastępczyni, która jakby już przywykła do robienia za jego sekretarkę, parzyła dla wszystkich herbatę w kącie pomieszczenia. Włożyła dziś na siebie czarne legginsy i za dużą koszule w kratę, którą zapewne wyciągnęła z szafy ojca. Włosy tak jak zwykle zostawiła rozpuszczone, a pojedyncze przednie pasma wsadziła za ucho. Była specyficzną dziewczyną, miała naturalnie bardzo ciemne brązowe włosy, a i tak ufarbowała dwa lata wcześniej rozjaśnione końcówki na kolor niebieski, który swoją drogą zmył się już na granice zieleni. Miała wysportowane nogi i lekki zarys mięśni na brzuchu, bynajmniej tyle zdążyli zobaczyć inni gdy raz zgodziła się z nimi wyjść na basen. Zazwyczaj ubierała się dosyć luźno, przez co szokiem było na basenie, że pod tymi luźnymi ubraniami kryje się tak drobne ciałko. Oprócz przewodniczącego i jego zastępcy, w sali znajdował się również wysoki o rok młodszy blondyn pełniący funkcje fotografa szkolnego, blondynka w szarym sweterku która prowadziła stronę szkolną i jej bliźniaczka, która często zastępowała siostrę. Dziewczyna podała każdemu herbatę i przysiadła na swoim standardowym miejscu. Wyjęła z torby laptopa i czekając, aż się włączy obserwowała prace innych. Nagle do sali wparowała brunetka o długich prostych włosach, z wielkim uśmiechem rzuciła się na przewodniczącego przywitać się, a on przyzwyczajony do porannego napadu swojej dziewczyny dał jej buziaka i wrócił do przeglądania papierów. Byli parą od 3 miesięcy, a ich związek wydawał się idealny dla większości szkoły. Sama dziewczyna miała wstęp do tego pokoju, tylko dzięki związkowi z chłopakiem, zazwyczaj irytowała samorząd wtrącając się w nie swoje sprawy, ale mimo wszystko jakoś udawało się im stłamsić niechęć wywalenia jej za drzwi. Brunetka spojrzała na swojego chłopaka, zaczytanego w jakiś dłuższy tekst i marszcząc brwi weszła mu na kolana wracając do uśmiechu. Zaczęła się do niego tulić co znacznie utrudniało mu czytanie.
-Sylwia, kochanie nie teraz.-Powiedział i delikatnie zepchnął ją z kolan na co dziewczyna fuknęła i usiadła na krześle obok. Jeździła wzrokiem od osoby do osoby, zatrzymując się na koleżance przy laptopie. Wstała i podeszła za nią zerkając na jej prace.
-Jakbym wiedziała, że nie będziesz nic pożytecznego robić, wystartowałabym na początku roku i zajęła twoje miejsce.-Mruknęła jej nad uchem, powoli wyprowadzając z równowagi.
Kiedyś były przyjaciółkami, trudno było je spotkać osobno, ale no cóż, czasy się zmieniają i co było nie wróci. Teraz robiły sobie na zmianę na złość i rywalizowały kiedy tylko mogły. Zacisnęła rękę, która nie obsługiwała laptopa i liczyła do dziesięciu, codziennie to samo. Na szczęście odruch ręki zobaczył blondyn i szybo skierował swój wzrok w kierunku koleżanek.
-To już się robi nudne. Monika rozluźnij się, a ty zostaw ją w spokoju, bo doskonale wiesz że nie powinno cie tu być i jedno nasze słowo i wylatujesz z tego pomieszczenia.-Sylwia popatrzyła na niego zniesmaczona.
-Łaski bez. Weź się do pracy tłuścioszku.-Rzuciła puszczając buziaka w stronę rywalki i wyszła trzaskając drzwiami. Monika już całkowicie zła wstała waląc rękami w ławkę. Jej twarz była spięta, a pięści ściśnięte.
-Wiktor! Ciekawe jak mam się rozluźnić, gdy ta wywłoka dzień w dzień komentuje moją prace i psuje mi każdą godzinę tygodnia, wykluczając weekendy!-Wszyscy zgromadzeni spojrzeli na nią zszokowani, zazwyczaj nie okazywała swojego zdenerwowania, aby nie dać Sylwii satysfakcji, a dziś wydarła się na cały pokój, zdenerwowana dwa razy mocniej niż zwykle. Przewodniczący upomniał ją mruknięciem.
-Przypominam, że Sylwia jest moją dziewczyną i nie życzę sobie wyzywania ją w moim towarzystwie.-Wiktor spojrzał na niego z zirytowaną miną.
-Bartek ja cie błagam, dziewczyna dziewczyną, ale niech nie wtrąca się w nie swoje sprawy.-Bliźniaczki parsknęły śmiechem.
-Wiktor, spokojnie, wiemy że lecisz na naszą Monie, ale trochę ochłoń.-Chłopak cały poczerwieniał. Bartek przewrócił oczami.
-Jak nie pozwolę jej tu przychodzić to będzie mi cały dzień truła tyłek dlaczego.
-Przypomnij mi proszę... Dlaczego wy właściwie jesteście razem?-Zapytała Sara, jedna z bliźniaczek. Druga nazywała się Julka, a oprócz imienia różniły się chyba tylko ułożeniem grzywki. Bartek westchnął.
-Bo ją kocham.-Wszyscy w pokoju jak na zawołanie prychnęli.
-Aż czuć tą miłość w głosie.-Zaśmiał się Wiktor, wracając do oglądania zdjęć. Zadzwonił dzwonek pierwszą lekcje, a grupa powoli zaczęła się zbierać. Wyszli na zajęcia, a Monika zamknęła na końcu zamek w drzwiach. Nie pamiętała kiedy ostatni raz dała się tak ponieść złości, ale nie żałuje tego, może Bartek wreszcie ją ogarnie. Schowała klucz do kieszeni koszuli i poszła na pierwszą lekcje. Obiecała sobie, że jeśli usłyszy dzisiaj od niej chociaż jedno wkurzające słowo to nie ręczy za siebie.

Westchnął idąc za rękę z Sylwią. Byli świeżo po skończonych zajęciach, więc chłopak zabrał dziewczynę na spacer, musieli sobie sporo wyjaśnić. Popatrzyła na niego delikatnie, lekko zawstydzona.
-Masz mi coś do powiedzenia?-Zapytał podnosząc brew. Spuściła głowę.
-Przepraszam, nie powinnam jej prowokować.-Rzuciła niedbale.
-Może następnym razem trochę pomyśl, hmm? Jestem przewodniczącym i nie powinienem pozwalać, żeby ktoś z MOICH ludzi, rzucił w MOJĄ dziewczynę kanapką, a co dopiero nie powinienem pozwolić, żebyś TY oddała jej JABŁKIEM! Sylwia, nie jestem wcale w stanie pojąć po co to było? Mogłaby cie na luzie podać do sądu o podbite oko, a ty nie mogłabyś nic z tym zrobić, bo ludzie stanęliby po mojej stronie, a że ja byłbym bezstronny, poparliby Monikę! Przypominam ci, że jest moim zastępcą i stoi naprawdę wysoko rangą! Powiedz mi co mam zrobić? Zawiesić ją za rozpoczęcie tego cyrku?! Czy może powinienem coś z tobą zrobić za prowokacje?!-Bartek krzyczał jak opętany, a dziewczyna nawet na niego nie patrzyła. Było jej głupio, ale nie na tyle żeby coś z tym zrobić. Przecież to Monika pierwsza rzuciła w nią kanapką! To wszystko jej wina! Podniosła lekko wzrok, na swojego chłopaka.
-No już się nie gniewaj, przecież nic takiego się nie stało.-Uśmiechnęła się przymilnie.
-Wcale, tylko muszę jutro wskazać winnego i mam do wyboru albo kogoś ze swoich ludzi albo własną dziewczynę.-Popatrzył na nią złym wzrokiem.-Lepiej będzie jak już pójdziesz.-Powiedział obojętnym tonem. Sylwia przystanęła w miejscu. Bartek nadal szedł, nawet nie oglądając się za siebie. Spojrzała na niego pustym, skrzywdzonym wzrokiem i zawróciła w stronę własnego domu. Ten spacer nie należał do najmilszych.

-TO BYŁO COŚ!-Ekscytował się Wiktor, a bliźniaczki mu wtórowały. Monika prychnęła lekko kręcąc głową z uśmiechem.
-Myślę, że zostałaby bez włosów jakby Bartek nie przytrzymał naszej walecznej Moni w odpowiednim momencie!-Zaśmiała się Julka. Siedzieli w czwórkę u chłopaka i przeżywali po raz kolejny dzisiejsze chwile na stołówce.
"Mijała przerwa pomiędzy 3, a 4 lekcją,
Wszyscy uczniowie szkoły rozmieścili się wygodnie w prostokątnych stolikach na stołówce, a na środku przy okrągłym stole zasiadł samorząd. Miejsc przy stoliku było 12 i wszystkie były jak zwykle zajęte. Czasem ktoś z elity się nie  pojawiał, a wtedy przewodniczący pozwalał osobie spoza kręgu w nim usiąść.
 Monika rozmawiała z Magdą, która jako córka dyrektora pomagała im wprowadzać większość planów i pomysłów w życie. Dyskutowały o nowym projekcie dla uczniów klas najmłodszych, gdy obok nich przeszła Sylwia.
-Te twoje druty wyglądają jak spleśniałe.-Szepnęła, przechodząc obok Moniki i posyłając jej wyzywające spojrzenie. Zastępczyni nie wytrzymała, wykonała jeden ruch ręką, a kanapka z jej dłoni wystrzeliła we włosy rywalki. Dziewczyna przewodniczącego stanęła w miejscu. Obróciła się z lekko otworzoną buzią i zamrugała oczami.
-Rozumiem, że to był przypadek?-Zapytała unosząc brwi. Cała sala zawrzała, wszędzie było słychać stłumione szepty i niedowierzania. ponad 400 par oczu spojrzało na dziewczyny.
-Rozumiem, że nie jesteś dwulicowa?-Szkoła umilkła. Monika obróciła się do stołu.
-SYLWIA! NAWET NIE...-Wiktor nie zdążył, Sylwia chwyciła jabłko i rzuciła w jego przyjaciółkę która akurat obróciła głowę.-... Próbuj...-Skończył. Dziewczyna zacisnęła oczy, po chwili otworzyła jedno wstała i rzuciła się w stronę wroga. Na szczęście Bartek przewidział co się kroi i w porę złapał koleżankę, zanim ta dotarła do jego dziewczyny. pociągnął ją w stronę Wiktora, rzucił ją  mu na kolana, a ten już zadbał, aby była w zakleszczonym uścisku. Dziewczyna próbowała się wyrwać, wrzeszczała i kopała, ale jak chłopak jej nie wypuszczał tak nie wypuszczał. Przewodniczący podszedł do drugiej dziewczyny, chwycił ją za nadgarstek i wyprowadził z sali. Momentalnie wszyscy obecni poza elitarnym stolikiem wybuchnęli śmiechem. Po chwili Monika się uspokoiła i usiadła na swoim codziennym miejscu.
-To się chyba nazywa wojna.-Uniosła brew, uśmiechając się i przykładając zimną butelkę z napojem do bolącego oka."
-Jakbym ją dopadła to nie zostałyby z niej nawet włosy.-Prychnęła ze śmiechem Monia, przykładając mrożonkę obłożoną ręcznikiem po raz kolejny. Wiktor poczochrał przyjaciółkę po włosach.
-Nie wiem, jak ty z tym jutro pójdziesz do szkoły.-Popatrzył znacząco na oko. Monika wzruszyła ramionami. Najlepiej dla Sylwii by było jakby jutro jej nie spotkała...
 Może lepiej jakby już nigdy tego nie zrobiła...

niedziela, 14 grudnia 2014

Prolog

To wszystko powinno zacząć się zwyczajnie.
Może powinna na niego wpaść z książkami na przerwie, a on powinien pomóc jej wszystko pozbierać? Może powinna podrzucić mu miłosną karteczkę, a on odpowiedzieć jak to szaleje na jej punkcie?
Może powinni ich zeswatać przyjaciele, a oni sami powinni być największymi wrogami?
A może jednak nie powinni się nigdy spotkać, rozmawiać?
Może powinna być dziewczyną z dobrego domu, która zakochuje się w chuliganie? Może...

A może niech będą dla siebie nikim. Tak będzie o wiele wygodniej.
No cóż. Rzeczywiście. Mimo wszytko to...
Zaczęło się... Zwyczajnie.